artykuły
Bezpieczeństwo w nieruchomości
(autor: Lidia Henclewska, artykuł nr 4 / 2004)
Bezpieczeństwo w nieruchomości Czy po krwawym
zamachu w dniu 11 marca tego roku w Madrycie, może nastąpić podobna
tragedia w Polsce ? Dziś już nikt nie wyklucza takiej możliwości.
Niewątpliwie terroryzm stał się dla wielu niezadowolonych
ludzi, najskuteczniejszym sposobem walki. Zabija się w imię religii,
wolności, sprawiedliwości; tak naprawdę dla władzy i pieniędzy.
Jednak kiedy dotyka kogoś śmierć i zniszczenie, drugorzędna jest
przyczyna. Pozostaje żal i nurtujące pytanie: czy można było tragedii
uniknąć? Pragniemy, aby nikt nigdy nie ucierpiał w tak bezsensowny
sposób. Nie odsuniemy jednak zagrożenia udając, iż go nie ma.
Jako społeczeństwo nie jesteśmy niestety przygotowani
do walki z terroryzmem. Szczęśliwie Polskę omijała dotychczas
masowa fala zamachów. To jednak spowodowało, iż w większości nie
mamy wpojonych naturalnych zachowań ratowania zdrowia i życia
w takich sytuacjach. Według opinii ekspertów, zamiast uciekać
i chować się, podchodzimy ciekawi sensacji. Mimo, że coraz powszechniej
zdajemy sobie sprawę, iż nasz kraj jest także zagrożony, niewiele
zmieniamy dążąc do wzrostu bezpieczeństwa.
Badania statystyczne wskazują, że około 85%
obywateli oczekuje, iż państwo rozwiąże ich życiowe problemy.
Powszechnie uważamy, że to policja i inne służby powinny nas chronić.
Nie jest to możliwie jeśli wszyscy nie zrobimy wysiłku, aby minimalizować
skutki ewentualnych zamachów.
Zarządcy nieruchomości w Polsce, podobnie jak
w innych krajach są odpowiedzialni za procedury bezpieczeństwa
w zarządzanych budynkach. Są opracowane instrukcje przeciw pożarowe,
oznaczone drogi ewakuacji, w widocznym miejscu umieszczone telefony
alarmowe. W standardzie to chyba wszystko.
W USA, szczególnie po tragedii World Trade Center
11.09.2001 r. sprawy bezpieczeństwa traktuje się bardziej poważnie.
Jednak i wcześniej "motto" zarządców brzmiało " jeśli coś się
zdarza na danym obszarze, zdarzy się także i w tym budynku". Warto
zauważyć, że na co dzień w WTC pracowało około 50.000 osób, do
których należałoby dodać licznych odwiedzających z zewnątrz. Doliczając
do tego sporą grupę strażaków, którzy polegli w ruinach budynków,
całkowita liczba ofiar na poziomie około 5 tysięcy osób musi się
wydawać szczęśliwie stosunkowo mała.
Uważny słuchacz relacji z tragedii mógł zauważyć,
że ewakuacji budynków nie poświęcano zbyt wiele uwagi, stwierdzając,
że odbyła się sprawnie schodami przeciwpożarowymi. Godne podziwu,
że udało się uniknąć paniki kiedy ludzie będący na wysokości kilkuset
metrów, mając nad głowami płonący budynek, nie tracąc rozsądku
zbiegali po schodach. To nie przypadek czy niezwykły hart ducha,
lecz efekt dobrych procedur funkcjonujących w nieruchomości.
Podstawową różnicą, którą zauważa się porównując
troskę o bezpieczeństwo w Polsce i w USA jest zaangażowanie i
szkolenie użytkowników obiektów.
Zapewnienie bezpieczeństwa oznacza przede wszystkim
posiadanie dobrze wyszkolonej grupy ludzi składającej się z pracowników
firmy zarządzającej i najemców. Grupa ta odpowiada za sprawne,
przemyślane działanie w momencie zagrożenia, szczególnie zaś za
szybką i bezpieczną ewakuację.
W zależności od rodzaju budynku różnie przygotowuje
się ludzi do działania podczas wypadku. W obiektach biurowych,
w porozumieniu z policją i strażą pożarną, przygotowuje się osobne
procedury dla różnego rodzaju zagrożeń.
Przykładowo w biurowcu na wypadek ewakuacji
wyznacza się:
- kierującego działaniem (ewakuacją) na danym obszarze (piętrze
lub wyznaczonej części budynku)
- lidera na danej kondygnacji - osobę reprezentującą najemcę
lub ich grupę, znającego przebywających w tej części
ludzi i odpowiadającego za ich sprawne wyjście; upewniającego
się, że wszyscy wiedzą gdzie są schody i wyjścia ewakuacyjne,
- "poszukiwaczy" - z reguły więcej niż jedną osobę, sprawdzających
czy ze wszystkich pomieszczeń, także toalet, wyszli
ludzie,
- odpowiedzialnych za porządek przy schodach ewakuacyjnych
na każdym piętrze,
- zabezpieczających każde wejście do wind tak, aby nikt nie
próbował z nich skorzystać. Często windy programuje
się tak, że w momencie zagrożenia zjeżdżają automatycznie wszystkie
na parter,
- pomagających niepełnosprawnym i rannym, w celu umieszczenia
ich w bezpiecznym miejscu do czasu przybycia fachowej
pomocy.
Z reguły wyznaczona jest też osoba odpowiedzialna
za kontakt z mediami w trakcie i po wypadku. Ważne jest, aby wszelkie
przekazywane informacje były uporządkowane, przemyślane i stawiały
w korzystnym świetle nieruchomość, jej właściciela i zarządcę.
Wyszkolenie i trenowanie wyżej wymienionej grupy
jest niezmiernie ważnym elementem całości procedur. Grupa jest
w jakiś sposób oznaczona - czapeczki, emblematy. Podczas ćwiczeń
i później w trakcie ewakuacji pozwala to łatwo rozpoznać tych,
którzy pomagają i którym trzeba się podporządkować.
Słuchając amerykańskich relacji największy podziw
budzi zdyscyplinowanie społeczeństwa. Nawet podczas próbnych alarmów,
wszyscy przerywają swoje (często bardzo ważne) zajęcia i wychodzą.
Sądzę, iż w Polsce spora grupa uznałaby, że
to strata czasu i ich takie "zabawy" nie dotyczą, ale nawet tych
trzeba przekonać.
Pisząc ten tekst mam świadomość, że to tylko
zasygnalizowanie problemu, które niewiele pomoże podczas konkretnego
działania. Jednak jako IREM mamy możliwość zaprezentowania najlepszych
na świecie doświadczeń w tej dziedzinie.
Z końcem września zapraszamy do Polski autora
dwóch książek w tym temacie, świetnego zarządcę nieruchomości
- Richarda Muhlebacha. W trakcie jednodniowego seminarium, na
które planujemy zaprosić przedstawicieli policji i straży pożarnej,
przedstawi on amerykańskie standardy tworzenia procedur bezpieczeństwa.
O szczegółach poinformujemy później.
Wszelkie niebezpieczne sytuacje wydarzają się
zawsze w "nieodpowiednim" czasie. Nie sposób przewidzieć kiedy
i co może grozić. Jednak przemyślane, starannie opracowane procedury
mogą uratować ludzkie życie i zmniejszyć finansowe straty.
Lidia Henclewska CPM®
powrót do listy

