artykuł

Kilka myśli – raczej pesymistycznych – o tym co „w zarządzaniu” piszczy.

(autor: Jan Krzysztof Pięta, artykuł nr 1 / 2007)

   Pewnie brak śniegu (uwielbiam jazdę na nartach) i ogólnie aura „pod zdechłym psem” spowodowała, że patrzę ostatnio na naszą rzeczywistość, w sferze zarządzania nieruchomościami, nieco pesymistycznie. Ale myślę, że rzecz nie tylko z aury wynika.

Myśl 1.

   W dużym polskim mieście zapadła decyzja – gminny zakład budżetowy przestanie zarządzać nieruchomościami wspólnot mieszkaniowych (a tym samym łamać prawo). Od stycznia 2007 zarządzanie nieruchomościami wspólnymi powierzymy profesjonalistom, z pożytkiem dla członków wspólnot (w tym gminy) i rozwoju profesji zarządcy nieruchomości. Hurra !!! Powiało optymizmem. Rynek się rozwinie – pojawi się w mieście ponad 1000 nowych klientów dotąd objętych monopolem gminy. Budynek po budynku zwoływane są zebrania wspólnot. I tu optymizm gaśnie. Na kolejne zebrania przychodzi przedstawiciel gminy i „rozdaje karty”. W tym budynku zarządcą będzie firma X – bo ma trzy budynki dalej inny budynek i będzie miała blisko. W tym budynku zarządcą będzie firma Y – bo tak będzie korzystnie dla gminy. I co z tego, że dała ofertę mniej korzystną cenowo ? Przedstawiciel firmy Y jest proszony na chwilę przed oblicze „zebrania wspólnoty” i już jego oferta nie jest mniej korzystna. Po prostu dostał „propozycję nie do odrzucenia”.
   Brałem osobiście udział w kilku przetargach. Na jednym z nich, przedstawiciel jednej z firm, która zaprezentowała ofertę naprawdę interesującą finansowo, ale w pełni realną był świadkiem takiej scenki:
„Przedstawiciel gminy do dwóch innych właścicieli – członków tej wspólnoty: no cóż oferta jest interesująca, ale firma jest spoza naszego miasta. Przecież nie będziemy zatrudniać firm z zagranicy.
Pozostali członkowie wspólnoty: jeżeli pani tak uważa, niech tak będzie.”

Fakt – firma, która wypadła z gry, ma siedzibę w sąsiednim mieście. A w mieście, w którym rozgrywa się akcja ma tylko oddział i zarządza tylko kilkoma budynkami.
Morał: ważna jest czujność czekisty, szczególnie wśród gminnych urzędników, aby zważać na elementy obce ideowo.
A tak na prawdę nasuwają mi się dwie refleksje:
w bardzo wielu przypadkach jeden urzędnik, kierując się wyłącznie własnym widzimisię, dokonuje wyboru zarządcy nieruchomości wspólnej, w której gmina ma znaczący udział (ponad 40 %). Jak zmienić ten stan rzeczy – nie mam innych pomysłów po za jednym - doradźcie mi proszę jak to zrobić, aby ten urzędnik wybierał zawsze moją firmę!
tylko rozwój świadomości osób fizycznych – członków wspólnot, jako klientów zarządców nieruchomości może spowodować, że profesjonalizm i zawartość oferty zarządcy będzie kryterium wyboru usługodawcy.

Mysl 2.

   Przez zupełny przypadek spojrzałem na ekran komputera u jednego z moich znajomych. Na ekranie widniała plansza „Plany zarządzania nieruchomością na CD”. Zapytałem Kolegę – „Co to jest ?”. Odpowiedział – „Jeszcze nie wiem. Właśnie otrzymałem pocztą przesyłkę i dokonuję instalacji. Jeżeli masz czas to zobaczymy co to jest.” Byłem bardzo ciekawy. Zostałem, aby wspólnie przejrzeć to co oferuje produkt dość znanego wydawnictwa z kapitałem zagranicznym.
   Najbardziej ucieszyłem się w momencie, gdy w menu pojawiła się zakładka „Metodyka”. Pomyślałem sobie, że nareszcie spora grupa osób, która planuje zdobyć licencję zarządcy nieruchomości, może skorzystać z narzędzia, które ułatwi im sporządzenie planu zarządzania. A i niejeden profesjonalista łatwiej będzie mógł przypomnieć sobie jak dobrze taki plan sporządzić. Jednak po chwili znów pojawił się pesymizm. Cała metodyka to 14 stron. Nie jestem laikiem. Myślę nawet nieskromnie, że na temat zasad sporządzania planów zarządzania mógłbym wziąć udział w niewielkim panelu dyskusyjnym. Niestety – po zapoznaniu się z proponowaną przez autorkę opracowania metodyką dochodzę do wniosku, że na podstawie zawartości tego, co proponuje omawiane wydawnictwo, mógłbym jedynie skutecznie oduczyć się tego, co już potrafię. Jednak największym pesymizmem napawa mnie fakt, że najprawdopodobniej z „pomocy” tej płyty CD korzysta wielu potencjalnych kandydatów do zawodu, zawiera ona bowiem „Kreator”, który podpowiada jak stworzyć, według jednej „sztancy” plan zarządzania dla dowolnej nieruchomości. Być może stąd właśnie wynika, przynajmniej po części, ilość osób, która z wynikiem pozytywnym kończy postępowanie kwalifikacyjne? Trudno mi powiedzieć. Wiem natomiast jedno – jeżeli zarządcy nieruchomości i kandydaci do tego zawodu będą korzystać z takich wydawnictw to jeszcze długo nie możemy liczyć na wyższy poziom profesjonalizmu środowiska jako całości.

Mysl 3.

   Któraś z Koleżanek – zarządców opisała mi ostatnio sytuację kuriozalną. Reprezentuje dużą firmę – członka wspólnoty mieszkaniowej. Zgłosiła się z odpowiednimi pełnomocnictwami do zarządcy nieruchomości wspólnej posiadającego licencję zawodową, celem zapoznania się z dokumentacją wspólnoty, również tą finansową. Dwa miesiące trwały „przepychanki” między obiema stronami, aż w końcu Koleżanka usłyszała, że dokumenty nie zostaną jej udostępnione. Ze względu na ewidentne łamanie prawa przez licencjonowanego zarządcę nieruchomości napisała skargę do Komisji Odpowiedzialności Zawodowej. I co ? I nic. Od czerwca 2006 żadnej odpowiedzi, żadnego sygnału, że ktoś zajął się sprawą, że zbada zaistniałą sytuację, że zażąda wyjaśnień. Kamień w wodę.    Ja zaś widzę tu nareszcie akcent optymistyczny. Możemy bezkarnie łamać przepisy prawa i obowiązujące zarządców kanony. Nie musimy się wysilać. KOZ-a nic nam nie zrobi. Tylko tyle, że ja nie chcę takich optymistycznych akcentów.

Jan Krzysztof Pięta CPM®


powrót do listy