artykuł
Co w „zarządzaniu” piszczy ? – myśli pesymistycznych ciąg dalszy.
(autor: Jan Krzysztof Pięta, artykuł nr 2 / 2007)
Zakończył się sezon zebrań wspólnot mieszkaniowych. Wszyscy, którzy na co dzień współpracują ze wspólnotami odetchnęli z ulgą. Uff, przez kilka miesięcy będzie więcej wieczorów dla siebie i rodziny. Niestety mnie osobiście koniec marca nie natchnął optymizmem. Śpieszę wyjaśnić dlaczego, być może ktoś wyjaśni moje wątpliwości, podpowie mi, jak się mam zachować w podobnej do opisanej wyżej sytuacji ? Może sprawą zainteresuje się Komisja Odpowiedzialności Zawodowej ? Może ?
Oto opis zdarzenia:
Firma, w której pracuję zarządza zasobami „na wynajem” należącymi do górnictwa. Część tych zasobów to lokale mieszkalne znajdujące się we wspólnotach mieszkaniowych. Zarządza nimi inna osoba prawna. Przed rozpoczęciem zebrań otrzymuję od Właściciela lokali pełnomocnictwo do reprezentowania jego interesów i zbadania, między innymi, stanu finansów poszczególnych wspólnot. „Pan każe – sługa musi”. Nie jest to, dla zarządcy nieruchomości, wygodna rola badać pracę innego zarządcy, ale skoro tak opiewa kontrakt z naszym Klientem nie było wyjścia.
W trakcie przeglądania dokumentów poszczególnych wspólnot zastanawiające wydało mi się, że umowy na dostawę wody nie są podpisane bezpośrednio pomiędzy lokalnym przedsiębiorstwem wodociągowym a poszczególnymi wspólnotami. Mało wiarygodnym wydało się tłumaczenie, że mimo upływu kilku – kilkunastu miesięcy nie udało się takich umów zawrzeć. Stąd też zarządca posiadał jedną umowę na dostawę wody i odbiór ścieków z połowy dzielnicy i obciążał kosztami poszczególne budynki. Diabeł jednak, jak zawsze, tkwił w szczegółach. Otóż zarządca nie był przez lokalne przedsiębiorstwo wodociągowe, za konkretne budynki, w ogóle obciążany za zrzut ścieków. Wynikało to z faktu, że kanalizacja, do której odbywał się zrzut ścieków, była własnością innego podmiotu, a do połowy roku 2006 zarządzał nią ten właśnie zarządca. Zarządzał, zapewne ponosił jakieś koszty, ale prawdopodobnie dużo niższe, niż opłaty pobierane od mieszkańców budynków. Co więcej identyczne metody stosował przez ostatnie lat kilka w stosunku do wszystkich budynków, którymi zarządzał w danej okolicy, łącznie ponad 500 lokali mieszkalnych. Sprawa się toczy, nie jest znany jeszcze jej koniec. Ale nie dlatego ją opisuję na tych łamach.
Toczy się właśnie w środowisku, a i w sejmie, dyskusja: jaki kształt powinno przybrać nadawanie uprawnień zawodowych w naszym kraju ? Jakie jeszcze kursy ? praktyki ? powinni przejść kandydaci do zawodu, jakim jeszcze powinni być poddani próbom ? egzaminom ? Po tym co widzę na co dzień moja odpowiedź brzmi – nie ma takich egzaminów, które byłyby w stanie „prześwietlić” człowieka i dać odpowiedź na pytanie, czy rządza zysku nie zaćmi mu umysłu, nie sprowadzi go na manowce?
Firmą, która, według mnie, zasłużyła się niechlubnie w opisanej sprawie, kieruje Pani Prezes - zarządca z licencją. Czy to, co robili przez lata, rzuci cień i jak głęboki na innych zarządców w okolicy pokaże czas. Ja mam jednak dylemat – co powinienem zrobić jako jeden z „bractwa” profesjonalistów. Udawać, że nic nie widziałem – nie potrafię. Zawiadomić prokuraturę – coś się we mnie przed takim krokiem buntuje. Są przecież w tym kraju odpowiednie służby. Napisać list do KOZ-y ? Przecież nie poniosłem szkody więc nie bardzo mogę występować jako strona. Czekam na rady w tej sprawie. Chętnie poznam opinie Koleżanek i Kolegów – jkpcpm@o2.pl.
Po za tym po raz kolejny, na bazie opisanych zdarzeń, nasuwa się pytanie: jak organy administracji państwowej zamierzają egzekwować zapisy ustawy typu:
„Zarządca nieruchomości jest zobowiązany do wykonywania czynności, o których mowa w art. 185 ust. 1 i ust. 1a, zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardami zawodowymi ze szczególną starannością właściwą dla zawodowego charakteru tych czynności oraz zasadami etyki zawodowej. Jest on także zobowiązany do kierowania się zasadą ochrony interesu osób, na których rzecz wykonuje te czynności.”
Dlatego też co raz częściej zastanawiam się, czy nie pora odejść od nadawania licencji państwowych i nie zastosować, w dziedzinie zarządzania, nieruchomościami modelu „anglosaskiego”. Zawód uprawiać może każdy. Osoby, które chcą się wyróżniać spośród całej rzeszy działających na rynku szukają innych osób o podobnych poglądach, zrzeszają się dobrowolnie i ustalają własne kryteria przyznawania tytułów zawodowych niejako „wewnętrznych” dla danego środowiska. Przykładem jest Wielka Brytania i RICS (The Royal Institution of Chartered Surveyors) lub Stany Zjednoczone i IREM® (Institute of Real Estate Management). Oczywiśćie w „pierwszym” momencie czasu trudno będzie ustalić, która część środowiska „wyżej” ustali poprzeczkę i w efekcie Klienci uzyskają lepszą usługę. Ale czas i zaangażowanie autentycznych pasjonatów naszego zawodu doprowadzi w końcu do wyłonienia się wzorców, których naśladowanie zagwarantuje sukces zawodowy (a przez to i finansowy). Pozytywna selekcja możliwa jest w każdej sytuacji. A odpowiedzialne środowisko samo wykluczy ze swego grona „czarne owce” i poda to do wiadomości publicznej.
I taką właśnie myślą, bardzo optymistyczną, bo wierzę, żę tak właśnie będzie w naszym kraju, pozwalam sobie zakończyć te kilka myśli.
PS. Wszystkim, którzy jeszcze nie kupili książki „BEZPIECZNA NIERUCHOMOŚĆ” wydanej przez IREM POLSKA przypominam, że mają jeszcze szanse wydać trochę pieniędzy i zachęcam do wejścia na stronę: www.irempolska.org.pl skąd można zamówić ją bezpośrednio. Zamówienia można dokonać także telefonicznie pod numerami: 0-32- 2635866 lub 0-32-2636813. Optymistycznie zakładam, że po takim przypomnieniu wszyscy ruszą szturmem po zakupy. I właśnie o to chodzi!
Jan Krzysztof Pięta CPM®
powrót do listy

