artykuł
Cieszyć się czy płakać?
(autor: Jan Krzysztof Pięta, artykuł nr 3 / 2007)
Zadając sobie tytułowe pytanie mam na myśli toczące się właśnie (powinienem chyba napisać: po części już zakończone) debaty parlamentarne nad przyszłością licencjonowania zawodów nieruchomościowych, w szczególności profesji zarządcy nieruchomości.
Z przekonania jestem zwolennikiem „niewidzialnej ręki rynku”. Jestem przekonany, że tylko wolny (konkurencyjny) rynek może ustalić jaki jest optymalny poziom cen traktowany jako punkt równowagi (chwilowej) między popytem i podażą. Z tego punktu widzenia dopuszczenie do zawodu osób, które uzyskały, poprzez system edukacji, stosowne wykształcenie, poparte praktyką zawodową i dzięki temu, bez „wkuwania” na pamięć przepisów prawa, które i tak co rusz ulega zmianom, uzyskają licencję zawodową, wydaje się ze wszech miar słuszne. Czyli: chyba wypada się cieszyć ?
Z drugiej strony od piętnastu lat jestem uczestnikiem rynku zarządzania nieruchomościami, dzień po dniu zdobywam zaufanie kolejnych klientów i wiem, mogę to każdemu udowodnić, że w naszym Kraju ciągle jeszcze nie ma, w pełni wolnego, rynku usług zarządzania nieruchomościami. Skoro nie ma, w tej sferze usług, pełnej wolności gospodarczej (przykładowo: gminne zakłady budżetowe zarządzają, z woli Gminy, nieruchomościami wspólnymi, w których Gmina ma większość udziałów) to może jednak należy dostęp do zawodu poddać nieco większej kontroli od strony posiadanej przez kandydatów wiedzy (a to znaczy utrzymać system egzaminów). Tym bardziej, że już dzisiaj mimo posiadania licencji zawodowej niektórzy zarządcy popełniają nie tylko pomyłki ale wręcz karygodne błędy wykazując się czasem po prostu ignorancją i całkowitym brakiem profesjonalizmu. Tak na prawdę uważam, że mechanizmy eliminowania przez środowisko zarządców takich właśnie „czarnych owiec” nie został przez nas jeszcze wykształcony, a to oznacza, że znaczące zwiększenie dostępu do zawodu może nie wyjść mu na dobre. Czyli: chyba jednak płakać?
Tak na prawdę myślę, że jeszcze zbyt wcześnie i na radość i na rozpacz. Jest raczej czas na zastanowienie się jak dobrze przygotować system edukacji adeptów do zawodu zarządcy nieruchomości, w szczególności system praktyk zawodowych, tak aby licencji nie otrzymywali ludzie przypadkowi. Zastanówmy się, być może w gronie wszystkich czterech federacji jednocześnie, z udziałem przedstawicieli resortu budownictwa, a być może także parlamentu, nad tym, jak zapewnić odpowiedni poziom: najpierw studiów, czy to dziennych czy też podyplomowych, a potem praktyk zawodowych, tak aby osoby aspirujące do zawodu zarządcy nieruchomości mogły się wykazać odpowiednim poziomem profesjonalizmu. Być może doświadczenia IREM-u i jego polskich członków mogłyby być w tym pomocne.
I jeszcze jedna uwaga. Bez względu na to jak potoczą się dalsze losy debat parlamentarnych i jaki ostatecznie kształt przybierze nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami uważam, że wszystkie osoby uprawiające zawody „nieruchomościowe” winny co jakiś czas uczestniczyć w zajęciach na temat etyki i że uczestnictwo to powinno być obowiązkowe pod rygorem pozbawienia praw do wykonywania zawodu. Może jestem zbytnim idealistą sądząc, że po wysłuchaniu wykładu lub udziale w warsztatach wszyscy nagle zaczną postępować w 100% zgodnie z etyką. Myślę jednak, że niektóre zdarzenia, które mam okazję obserwować wynikają właśnie z braku świadomości, a tylko znikomy odsetek z nich jest wynikiem działania z premedytacją i udział w odpowiednich szkoleniach znacząco podniósłby stan świadomości w tym zakresie.
Zachęcam zatem wszystkich do chwili zadumy nad kwestą etyki w zarządzaniu nieruchomościami, a wszystkim Koleżankom i Kolegom (również sobie) życzę aby nasz ustawodawca podjął w sprawie licencji najlepszą z możliwych decyzję.
Jan Krzysztof Pięta CPM®
powrót do listy

