artykuł

Czy pisać do Pana Ministra?

(autor: Jan Krzysztof Pięta, artykuł nr 3 / 2009)

Odpowiadając na tytułowe pytanie: sam jeszcze nie wiem. Być może P.T. Czytelnicy zadadzą sobie jeszcze pytanie: w jakiej sprawie chcesz napisać ? Śpieszę z odpowiedzią.

Od roku 1993 śledzę rozwój zawodów „nieruchomościowych” w Polsce i ich ewolucję. Ba robię to, w jakimś sensie, w sposób uczestniczący. Z jednej strony sam uprawiam jeden z nich, codziennie uczestniczę w zarządzaniu nieruchomościami, z drugiej biorę udział w różnych przedsięwzięciach skierowanych do uczestników tego rynku, zarówno dydaktyczno-szkoleniowych, wydawniczych jak i w pracach Państwowej Komisji Kwalifikacyjnej. I obserwując to co się dzieję popadam w co raz większą rozterkę. Powodem są działania kolejnych resortów, które sprawują pieczę nad całokształtem regulacji prawno-administracyjnych związanych z funkcjonowaniem rynku nieruchomości. Po upływie lat mam wrażenie, że podstawowym kryterium, jakim kierują się kolejni ministrowie (lub ich podwładni) w prezentowaniu nowych pomysłów na funkcjonowanie zawodów związanych z obsługa nieruchomości jest teza "musimy koniecznie coś zmienić". Bo przecież nie może być tak jak było za "ich" kadencji.

Przejaskrawiam ? Jeśli tak to świadomie. Skąd takie przekonanie ? Z analizy tego co się działo i dzieje. W latach 1992 – 1997 rodziła się ustawa o gospodarce nieruchomościami. Powstał, w mojej ocenie solidny akt prawny. W akcie tym po raz pierwszy wprowadzono do polskiego prawodawstwa zapisy dotyczące zawodów pośrednika i zarządcy nieruchomości, uszczegółowiono również przepisy dotyczące rzeczoznawców. Wprowadzono dla osób uprawiających te zawody obowiązek posiadania licencji. Czy słusznie podjęto takie decyzje ? Nie wiem. Osobiście, nawet w trakcie dyskusji, na które byłem raz czy dwa zaproszony do Sejmu, w czasie procesu legislacyjnego, optowałem za tym aby licencji nie wprowadzać. Ale ustawodawca postanowił inaczej. Rozpoczął się proces uzyskiwania licencji – „przepustki” do w pełni samodzielnego wykonywania zawodu. Kandydaci do zawodu, nie licząc początkowego okresu licencjonowania, musieli się mocno napracować – ukończyć kursy lub studia podyplomowe, odbyć następnie praktyki. Po tym wszystkim zdać egzamin. I nie mam wątpliwości – w trakcie tego egzaminu musieli wykazać się określoną wiedzą. Dla wielu z nich okazała się ona, przynajmniej w pierwszym „podejściu”, niewystarczająca.

Gdy proces nabrał już określonego kształtu, a kandydaci do zawodów zrozumieli, że trzeba pewne rzeczy nie tylko umieć powielić, ale także rozumieć jak postępować w praktyce, postanowiono dokonać zmiany „na lepsze”. Zniesiono egzamin – zdecydowano, że wystarczy kilka dokumentów i Pan/Pani Minister nada Kandydatowi licencję (po uzyskaniu opinii PKK) zarządcy lub pośrednika. (Złośliwi twierdzą, że zmiana jest wynikiem niezadowolenia jednego z posłów, teraz już ex, który jakoś nie mógł zdać egzaminu, ale miał za to dar przekonywania kolegów z ław sejmowych i ministerialnych urzędników. Jeśli w tej plotce jest choć ziarenko prawdy to cała sprawa jest po porostu „chora”.) I choć kierunek zmian wydawał się słuszny to życie niesie ze sobą niespodzianki. Czy można nauczy człowieka zawodu w ciągu 220 godzin praktyki, tak by był profesjonalistą? I to praktyki odbywanej, w przeważającej części, w formie wykładów? Nie wiem. Uważam, że nie. Czy brak egzaminu pogłębia sytuację słabszego przygotowania kandydatów do zawodu? Według mnie tak. Czy jest na to jakiś sposób ? Od kilku dni docierają do mnie sygnały, że w gremiach ministerialnych znaleziono już „lekarstwo”. Po prostu zniesione zostaną licencje. Pośredniczyć w obrocie nieruchomościami lub nimi zarządzać będzie mógł każdy, kto tylko będzie miał na to ochotę i potrafił zarejestrować działalność gospodarczą. Czyli po latach ma być tak, jak myślałem o tym lat temu naście. Powinienem się cieszyć. A ja zaczynam się zastanawiać czemu to ma służyć ? I zaczynam się niepokoić.

Po upływie szesnastu lat intensywnej działalności na rynku zarządzania nieruchomościami dochodzę do wniosku, że jeszcze nie czas na aż tak zasadnicze zmiany. I to nie ze względu na zarządców lub pośredników i ich profesjonalizm (chociaż ten ciągle jeszcze w niektórych przypadkach pozostawia wiele do życzenia). Niepokoi mnie raczej bardzo niski stan świadomości Klientów tego rynku. Przeciętny mieszkaniec zasobów gminnych, spółdzielczych czy też właściciel we wspólnocie mieszkaniowej, wie bardzo niewiele o zarządzaniu nieruchomościami. A im więcej w tej jego wiedzy braków, tym większe wymagania powinny być stawiane przed osobami świadczącymi na jego rzecz usługi. Aby zaś można było te wymagania sprawdzić potrzebny jest jakiś system weryfikacji przygotowania do zawodu (wiedzy i doświadczenia) i późniejszego działania. Temu ostatniemu służą działania Komisji Odpowiedzialności Zawodowej. Jeśli bowiem zniesiony zostanie obowiązek posiadania licencji to w jaki sposób będzie można wyeliminować z zawodu osoby, które działają na szkodę Klienta i/lub łamią prawo ? Wyłącznie na drodze procesu cywilnego lub karnego. Tylko kto im taki proces wytoczy, jeśli Klient nie ma świadomości jakie usługi i na jakim poziomie powinien otrzymać ? Kto i o jakim kodeksie etyki będzie mógł mówić jeśli każdy będzie mógł świadczyć usługi w zakresie pośrednictwa w obrocie lub zarządzania nieruchomościami?

Dni temu kilka odbyłem dłuższą rozmowę z osobą, która kieruje dużym podmiotem zależnym od gminy. Firma to zarządza nieruchomościami wspólnot mieszkaniowych i podpisuje z nimi umowy, które są tak skonstruowane, że preferują interes właściciela większościowego - gminy. Przekonywałem mojego rozmówcę, że postępują nieetyczny -dysputa jednak nie przynosiła efektu. Dopiero gdy użyłem argumentu, że skieruję sprawę do rozstrzygnięcia przez KOZ-ę otrzymałem odpowiedź, że zostaną przygotowane odpowiednie aneksy do tych umów. Ten przykład, a mam jeszcze kilka innych do przedstawienia, pozwala mi stwierdzić rzecz następującą – Panie Ministrze – jeszcze nie pora na zniesienie licencji. Wręcz odwrotnie pora poprawić system dochodzenia do nich, tak aby kandydaci do zawodu, którzy składają wniosek o nadanie licencji, byli naprawdę do swojej profesji właściwie przygotowani. I nie mam tutaj na myśli znajomości wszystkich możliwych przepisów prawa tylko praktyczną znajomość sposobu wykonywania zawodu. Tak więc powyższe rozważania kieruję do osób odpowiedzialnych w Ministerstwie Infrastruktury za rynek nieruchomości z następującą intencją:

Szanowny Panie Ministrze.
Jestem jak najbardziej za zniesieniem licencji. Ale dopiero wówczas, gdy będzie Pan pewien, że taka decyzja nie przyniesie szkody milionom ludzi mieszkających w tym kraju w budynkach wielorodzinnych. I jeśli będzie Pan miał już takie przekonanie to nie zasłaniajmy się dyrektywami Unii Europejskiej. Idźmy na „łatwiznę” i podejmijmy tę decyzję samodzielnie. A póki co edukujmy społeczeństwo tak, aby miało jak najszerszą wiedzę również w zakresie obsługi nieruchomości. Redakcję „Nieruchomości” ośmielam się natomiast prosić aby jeden egzemplarz miesięcznika przesłało do MI na ręce Pana Ministra. Może ten mój głos wywoła prawdziwą, merytoryczną dyskusję na poruszany temat – chętnie będę w niej uczestniczył. Tylko musi być na nią czas, tak aby wszyscy jej uczestnicy mogli poznać nawzajem swoje argumenty i spróbowali znaleźć „złoty środek”. Wolny od „politycznych kontekstów” a opierający się na dobrze pojętym interesie naszych Klientów – Obywateli tego Kraju.

Jan Krzysztof Pięta CPM®


powrót do listy